Czasami jestem w rozterce, podobają mi się ascetyczne współczesne wnętrza, ale jednocześnie kocham kolory.
W epoce niesamowitego przyśpieszenia rozwoju wielu dziedzin, interior design nie pozostaje w tyle. I dobrze! Rozmnożyły się możliwości, rodzą się pomysły. Prawie wszystko jest dozwolone. Łączenie stylów, przenikanie czasów. Niestety, mimo wszystko, w kącie czai się nieśmiało ogromne niebezpieczeństwo - nuda.
Przeglądając wnętrzarskie magazyny, strony internetowe, śledząc (od czasu do czasu) tematyczne programy telewizyjne, coraz częściej dopada mnie wrażenie, że w kółko oglądam te same miejsca. Niby inne sprzęty, dobrze dopasowane detale, a jednak nic nowego. Wszech obecne białe ściany złamane popielatymi lub pastelowymi dodatkami. Gdzieniegdzie drewno lub metal, dopełniające całości. Industrialne stoliki obok barokowych kanap, designerskie krzesła. Wszystko to w gruncie rzeczy piękne i w dobrym guście, a jednak już było.
Czekam na jakiś przełom, rewolucję wnętrzarską, ale czy kiedykolwiek ona nastąpi? A jeśli tak, to kiedy? Może granica będzie płynna i ledwie zauważalna?












