Zamówiłam sobie u Pauli czerwoną bransoletkę do wcześniej kupionego pierścionka. Dotarła szybciutko, już w ubiegły piątek. Paula dorzuciła mi w prezencie śliczne kolczyki:-). Dziękuję Kochana!
Teraz nieodwołalnie będę musiała przekłuć sobie uszy. Tak, tak - nie mylicie się - nie mam przekłutych uszu. To jedna z moich traum. Kolczyki potraktowałam jak wyzwanie. Trzymajcie więc kciuki!
Bransoletka od Five Fingers przypomniała mi ile jest w sieci cudownych, małych sklepików z rękodziełami. Chciałabym Was do niektórych zaprosić:
- Agnetha Home - cudowne szklane pudełka i lampiony
- Llooki - przepięknie uszyte ozdoby
- Hand made by Olga - przepięknie wydziergane rzeczy
- Five Fingers - wspomniana już na początku tego posta, ręcznie wykonana biżuteria
- A jeśli poszukujecie ciekawych dodatków do wnętrza, to zajrzyjcie do Laurentino.
- Tutaj znajdziecie Czary z Drewna:-)
To oczywiście tylko mała próbka spośród wielu zakątków w sieci. Nadal bedę poszukiwać i postaram się z Wami tymi znaleziskami dzielić.

Jak patrzę na twoje fotki, to mi się chciejstwo uaktywnia
OdpowiedzUsuńUszy przebij koniecznie:)
OdpowiedzUsuńFajne rzeczy kupiłaś/dostałaś.
Piękny kolor! Zazdraszczam okrutnie ;)))
OdpowiedzUsuńA przebijania uszu wcale nie musisz się bać. Wybierz tylko gabinet, w którym przebija się uszka na dwa pistolety (dwa uszka w tym samym momencie) - nawet się nie obejrzysz, a już będziesz wychodzić z wkręcikami w uszach :) Starsza miała przebijane uszy jako 5-latka i jak to sama ujęła - "jak ugryzienie komara" ;) Małe ukłucie, a ile maga kobiecych możliwości ... Osobiście nie wyobrażam sobie siebie w wydaniu bez kolczyków - to mój ulubiony rodzaj biżuterii ^^
Powodzenia!